poniedziałek, 14 lutego 2011

Ile spożywają sportowcy aby zachować formę?

Połowa Polski jest na wiecznej diecie. Ludzie odchudzają się, bo chcą wyglądać smukło i zgrabnie. Tymczasem sportowcy w większości przypadków nie mają takiego problemu - zjadają wiele tysięcy kalorii, a mimo wszystko na ich ciałach nie pojawiają się zbędne komórki tłuszczowe. Tym to dobrze - pomyślicie. Owszem, są szczupli, ale wynika to przede wszystkim z tego, że wszystkie spożywane kalorie zużywają w trakcie wielogodzinnych treningów.

Justyna Kowalczyk zjada dziennie nawet 6 tysięcy kilokalorii - to mniej więcej trzy razy tyle ile potrzebuje do życia przeciętna kobieta o osiadłym trybie życia. Nasza narciarka jada na śniadanie kaszki na mleku, musli i jajecznicę z kilku jajek, na obiad najczęściej makarony. Największym posiłkiem Justyny jest jednak kolacja - około godziny 20 Kowalczyk zjada najczęściej sałatki, ale w ogromnych ilościach, a do tego mnóstwo pieczywa.

Oczywiście w przyrodzie nic nie ginie - to co Kowalczyk zje musi również spalić. Trenuje zatem nawet przez około 10 godzin. Jej organizm musi zatem przyjmować tak ogromne ilości pożywienia, by Justyna miała siłę uprawiać sport. Ostatecznym efektem takiego trybu życia jest wspaniały poziom wytrenowania organizmu i możliwość dawania nam radości sięgając po medale najważniejszych imprez.

Jeszcze większe, szokujące wręcz ilości pożywienia pochłania Michael Phelps. Jeden z najlepszych pływaków wszech czasów pożera aż 12 tysięcy kilokalorii dziennie. Swój przykładowy jadłospis zdradził niegdyś telewizji NBC. Na śniadanie Amerykanin zjada trzy wielkie kanapki z serem, majonezem, sałatą i cebulą. Do tego omlet z sześciu jaj, miska owsianki, trzy francuskie tosty z cukrem pudrem i naleśniki z czekoladą. Wszystko to Phelps zapija kilkoma filiżankami kawy.

Jesteście w szoku? To teraz phelpsowy obiadek: pół kilograma makaronu, kanapki z białego (a więc najbardziej tuczącego) pieczywa z mięsem, serem i majonezem, a do tego... bagatela... duża pizza. Co jako popitek? Specjalny napój energetyzujący zawierający w sobie 1000 kalorii.

Kolacja jest podobna do obiadu. Znowu pół kilo makaronu, znowu duża pizza i znowu napój energetyzujący. Myliłby się oczywiście każdy kto uznałby dietę Phelpsa za szaleńczą. Pływak z Baltimore praktycznie każdą chwilę poza tymi, w których spożywa posiłki spędza w basenie. Gdyby jadł mniej niż spala, straciłby masę mięśniową i natychmiast przestałby odnosić tak spektakularne wyniki.

Nie we wszystkich dyscyplinach sportu wskazane jest jednak spożywanie takich ilości kalorii - są takie, w których wskazania są wręcz odwrotne, a jedną z nich są skoki narciarskie. Włoska gazeta "Il Foglio" podała jakiś czas temu, że jeden z najlepszych wówczas zawodników świata, Fin Janne Ahonen zjadał przez olimpiadą w Vancouver zaledwie 200 kcal dziennie.

Niemiecki gwiazdor skoków Martin Schmitt katował się dla odmiany przez cały rok - zjadał zaledwie 1300 kalorii dziennie, mimo że jego normalne zapotrzebowanie wynosiło ponad dwukrotnie tyle. Nic dziwnego, że przy wzroście 182 cm ważył zaledwie 64 kilogramy. Jeszcze chudszy był inny gwiazdor niemieckich skoków - Sven Hannawald, który również wskutek niedożywienia dopracował się choroby psychicznej - depresji.

Drakońska dieta jest dla skoczków narciarskich rzeczą normalną. Adam Małysz kojarzy się kibicom z bułką z bananem, ale zwykła dieta polskiego "orła" wygląda nieco inaczej. Małysz może dziennie spożyć zaledwie 1500 kcal. Polski mistrz jada cztery posiłki dziennie. Na śniadanie ciemne pieczywo, muesli, nieco jogurtu naturalnego i banana.

Obiad Małysza składa się z części proteinowej (kurczak, wołowina lub ryby) oraz węglowodanowej (ziemniaki, ryż lub kasza). Do tego porcja warzyw. Podwieczorek to zwykle batonik zbożowy lub kawałek czekolady, albo owoce. Na kolację Małysz nie je już węglowodanów. Jego posiłek składa się wyłącznie z kawałka mięsa oraz warzyw.

Powyższe przykłady, zarówno sportowców zjadających zbyt mało, jak i tych, którzy ładują w siebie ogromne ilości pożywienia, pokazują, że zawodowy sport niewiele ma wspólnego ze zdrowiem i racjonalnym odżywianiem. Dlatego też ludzi tych należy szczególnie szanować ze względu na wysiłek, który wkładają w zachowanie dobrej formy.

niedziela, 13 lutego 2011

„Z gejami to dajmy sobie spokój, ale z lesbijkami, to chętnie bym popatrzył”

Te słowa wypowiedziane w TVN24 przez posła PO Roberta Węgrzyna wywołały istną burzę w zaścianku zwanym Polską. Krytykują ci z prawa oburzeni obscenicznością wypowiedzi posła, jak i ci z lewa twierdząc, że obraża homoseksualistów. Oczywiście jedni i drudzy wykorzystują okazję, aby pod byle pretekstem dowalić partii rządzącej.


A ja będę bronić posła Węgrzyna. I to wcale nie dlatego, że jest z PO. W tej sprawie broniłbym nawet Prezesa, choć nie czuję do niego żadnej sympatii. Ale broniłbym go, ponieważ nie trawię zaściankowości, małostkowości i obłudy.


Wypowiedź posła miała charakter żartu. Można mieć zastrzeżenia do poczucia humoru posła, ale nic więcej. Prawice rzuciła się na niego za deklarację, że mógłby popatrzeć na sceny z lesbijkami (ale chyba za „danie sobie spokoju z gejami” powinna go pochwalić). Obłuda polega na tym, że takie filmy i obrazki ogląda w Internecie pół Polski i pół świata (a może i więcej). Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że strony pornograficzne są najczęściej odwiedzanymi stronami w sieci (głównie przez mężczyzn – to prawda). Dlatego wrzawa na prawicy jaka powstała po wypowiedzi posła świadczy albo o wyalienowaniu się krytykujących z rzeczywistości, albo o ich obłudzie. Ciekawe czy każdy z tych świętoszków może z ręka na sercu przysiąc, że nigdy nie oglądał pornografii, nie opowiadał albo nie zaśmiewał się słuchając obscenicznych kawałów?


Tu mała dygresja. Przypomina mi się oburzenie na posłankę Renatę Beger, która na pytanie czy lubi seks odpowiedziała żartem: „jak koń owies”. Wspomniała jeszcze, że ma „kurwiki w oczach”. Renatka nie była z mojej bajki, ale mnie wcale jej wypowiedź nie oburzyła. Nareszcie ktoś z polityków okazał się normalnym, nienapuszonym człowiekiem. Lubię ludzi szczerych i dowcipnych, nawet jeśli są z Samoobrony. Natomiast nie znoszę zakłamanych, pruderyjnych gburów. Koniec dygresji.


Z kolei na lewicy poprawność polityczna bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. Oburza się europoseł Siwiec pisząc: "Poseł Węgrzyn (PO) na knajackim luzie wyjawił swój stosunek do związków partnerskich, pornosów z »lisbijkami« i kilku innych kwestii". Oburza się przewodnicząca Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, p. Wanda Nowicka, która twierdzi, że „wypowiedzi posła są obraźliwe i świadczą o jego wielkim cynizmie, dlatego, że to właśnie dzięki nim istnieje on w sferze publicznej. On istnieje w mediach tylko dzięki takim wypowiedziom. Kto o nim słyszał wcześniej?”



Ja też zapytam: a kto słyszał o pani Nowickiej? Nawet wyborcom SLD jej osoba była tak mało znana, że nie głosowali na nią, gdy w latach 2001 i 2005 bezskutecznie ubiegała się o wybór na posła i senatora (z rekomendacji SLD).



Ale to była kolejna dygresja. Wracając do tematu: co jest obraźliwego w zdaniu „z gejami to dajmy sobie spokój, ale z lesbijkami, to chętnie bym popatrzył” ? Kogo to zdanie ma obrażać? Czy gejów, bo ich Węgrzyn olewa, woląc patrzeć na lesbijki? Czy wysłanie sygnału o preferowaniu płci przeciwnej i braku zainteresowania płcią własną jest zdaniem lewicy naganne? Ja myślałem, że to dobrze, ale teraz zaczynam mieć wątpliwości.


A tak na poważnie: utwierdzam się w przekonaniu, że nie szczere oburzenie, a jedynie chęć windowania własnych słupków w sondażach jest powodem fali krytyki na wypowiedź Węgrzyna, który nota bene swój stosunek do homoseksualizmu przedstawił w tym zdaniu:



- Natura ludzka i człowiek jest tak skonstruowany, że powinien on żyć w związku partnerskim zgodnie z naturą. Jak ktoś chce inaczej, to jest jego problem, ale niech się z tym nie obnosi.



Bardzo trafna wypowiedź i całkowicie się z nią zgadzam. Jestem przeciwny piętnowaniu ludzi o skłonnościach homoseksualnych, ale równocześnie zniesmacza mnie nachalne manifestowanie przez nich swojej odmienności. To są sprawy intymne i afiszowanie się z tym przy każdej okazji jest niepotrzebne. W tym kontekście dziwię się ludziom lewicy, którzy z uporem chcą im takie prawo zagwarantować.


W końcu do chóru krytyków posła Węgrzyna przyłączyli się nawet niektórzy jego koledzy partyjni. Myślę, że z tchórzostwa. Zmasowana, nie przebierająca w środkach nagonka na PO prowadzona od wielu miesięcy przez opozycję doprowadziła do tego, że z obawy przed spadkiem popularności swojej partii niektórzy jej członkowie są gotowi spalić na stosie kolegę tylko za to, że powiedział prawdę, która nie spodobała się opozycji.

Anniversary Celebration | 3D SexVilla 2.108

Gamerotica's 2nd Anniversary Celebration

We can't believe another year has passed and Gamerotica is now 2 years old! We want to thank everyone, our regulars and newbie's alike, for hanging with us at Gamerotica for another year!

To celebrate and honor Gamerotica and its members 'Second Anniversary', we've upgraded 'Pose Edit' in a big way*. If you've never done any pose editing, now's the perfect time to get into it as it's easier than ever. 1-2-3 strike a pose!
See the following details for information about this exciting update.
* All members who have Pose Edit installed in their game will be automatically updated for free.

Time sure has flown by and we look forward to another year of creating, sharing and having fun at Gamerotica. We will be celebrating our third anniversary in a seeming wink of an eye. Until then…

Cheers, and Here’s to You in 2011!

thrixxx staff

We've been listening to ideas and monitoring community feedback and have been inspired! We've take these cues on how to improve pose editing to make it faster and easier. We've just finished tweaking and testing some of these ideas just in time to release it as a little anniversary gift to our members.

There are 5 new additions to Pose Edit features that have been made to improve the tool functionality and interface based on feedback we have been gathering in the last year. We hope you enjoy the results:


1. 'Free-Toy' animation editing for insertions
2. edit thrixxx 'default poses'
3. 'in room' pose editing for fine tuning in scene posing
4. 'visual manipulator editor' for joint point rotation or translation selection
5. 'individual key frame editing' for cutting and pasting individual or groups of keys in a timeline

'Free-Toy' Animation

With the new 'free-toy'-feature, you can now use sextoys inside the pose-editor. The toys are movable free in space and of course they can be animated,like in-game the toys also can be connected to body parts and react like normal in-game-toys. Activate one sextoy per model and let your fantasy run wild.

Edit thrixxx 'default poses'

Get a head start and use thriXXX base poses from your collection in Pose Editor as 'starting frames' for your own derivative poses. Instead of having to start from a 'T-Pose' or import a BVH file to tweak, now you can start with a thriXXX default pose to save time and create variety. Sorry for now it's only the 'start frame' of the default poses but it is a step in a direction we hope will allow is to include more advance features soon!

'In room' pose editing for fine tuning in scene posing

Besides being able to start with default thrixxx poses, editing and tuning should get a whole lot easier and more accurate with being able to edit the pose directly in any scene! Pose editing can now be performed directly in place vs. switching to the Pose Edit staging area. Select any room, any pose and manipulate and fine the pose to fit perfectly and exactly in any given environment.

'Visual manipulator editor' for joint point rotation or translation selection

It's now easier to accurately select the exact joint and type of manipulation you need to control in Pose Edit. Via a 'point and click' interface, , easily differentiate between the rotation and translations tools using a visual map of the various joint parameters that can be edited.

Key Frame Editing

We've advanced the abilities with the 'key editor' to manipulate key frame data and generation within a pose with 'copy, cut and paste'. Drag and drop select with your mouse any individual joint parameter, or any group of rotation or translation joints, and 'copy, cut or move' to your heart's content within the pose to speed things up.

środa, 9 lutego 2011

Dodatkowe promocje gwiazd

Artyści chwytają się wszelkich sposobów, żeby poinformować odbiorców o swoim istnieniu. Płyta czy występ na festiwalu to za mało, by osiągnąć sukces. Ludziom nie wystarcza już sama muzyka - pragną "medialnej krwi". I przeważnie ich życzenia zostają spełnione, ponieważ artyści chętnie prześcigają się w metodach na autopromocję. Czasem wystarczy drastyczna zmiana wizerunku, kiedy indziej prowokacja przekracza granice dobrego smaku i wywołuje oburzenie. Przed wami kilka przykładów z naszego show-biznesowego podwórka.

Paulina Marciniak (po prawej) rozpaczliwie pragnie zaistnieć w świadomości odbiorcy. Kłótnia z Paullą Ignasiak o prawa do posługiwania się tym niepowtarzalnym pseudonimem? Proszę bardzo. "Paula jest tylko jedna" - twierdziła zanim odkryła, że jest ich na pęczki. Koncert w więzieniu dla osobników spragnionych widoku kobiecych kształtów? Da się zrobić. "Przez cały czas miałam łzy w oczach" - wyznała "Faktowi" po tym traumatycznym wydarzeniu. Mamy nadzieję, że były to łzy zażenowania.

Sara May

Swoimi blogowymi atakami Sara May zalazła za skórę niejednej polskiej gwieździe. Nietrudno oprzeć się wrażeniu, że jej "wybuchy szczerości" sprowokowane są w dużej mierze chęcią przypodobania się pewnemu klubowi, którego członkowie nieustannie zajmują się zawracaniem Wisły kijem. Dziwi jedynie to, że do tej pory nie zdobyła honorowego członkostwa.

Agnieszka Chylińska.
Po rozpadzie O.N.A. chciała udowodnić, że rock w jej wykonaniu będzie tak dobry, jak nigdy wcześniej. Nie wypaliło. A życie, jak wiadomo, nie bierze jeńców - wystawia na próbę nawet tych, którzy zaprzedali duszę jednej idei. Korn i Rammstein poszli w odstawkę - dziś Agnieszka Chylińska jest gwiazdą muzyki pop i tłumaczy, że nawet najwięksi twardziele z czasem pokornieją. Wzruszające.

Ludzie ją kochają i podziwiają, ale też i nienawidzą. Jedno jest pewne - nikomu nie pozostaje obojętna. I taka powinna być prawdziwa gwiazda - wyrazista i wzbudzająca skrajne emocje. Ta gra wymaga jednak bardzo sprecyzowanych i radykalnych posunięć. Doda nie ma z tym najmniejszych problemów i kiedy zajdzie taka potrzeba wali prosto z mostu, nie przebierając w słowach czy środkach. Czasem "napina się" aż za bardzo.

Maryla Rodowicz idzie z duchem czasu. Po 1989 roku i rozpadzie ZSRR życie nie było już takie, jak dawniej. Dla wielu artystów "dających radę" w realiach socjalizmu nadeszła ciężka próba. Jak widać, pani Maryla poradziła sobie doskonale. Dziś czuje się jak ryba w wodzie u boku młodszych koleżanek i chce być taka, jak one. Muzyka łączy pokolenia.

Zanim pojawiła się Doda, karty rozdawał Michał Wiśniewski. Pozwolił nam zajrzeć nawet do własnej... posiadłości. Płakał, krzyczał, atakował, kochał, żenił się i rozwodził. Wszystko po to, aby ludzie nie zapomnieli o jego istnieniu i zapamiętali go takim, jakim jest. Udało się. Pamiętajmy, że prawdziwa sztuka wymaga wielu poświęceń.

Tak kłamiemy na pierwszej randce

O czym kłamiemy na pierwszej randce?
Pierwsza randka to spotkanie, na którym chcemy wypaść wyjątkowo dobrze, bo od tego zależy czy będzie następna.

Sztuka autopromocji, czar osobisty, feromony - każda metoda jest dobra, jeśli skuteczna. Koloryzowanie faktów lub przemilczanie niewygodnych czy mało chwalebnych informacji na swój temat to powszechna praktyka.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez portal MyCelebrityFashion.co.uk jedna trzecia facetów kłamie na pierwszej randce. Czy Ty też na pierwszych randkach masz w zwyczaju kłamliwie odpowiadać na niektóre z poruszanych kwestii? Sprawdź co najczęściej jest przedmiotem syndromu Pinokia?

5. Sytuacja materialna
12 % facetów ściemnia na temat swojej sytuacji materialnej - i nie chodzi tu wprost o wysokość zarobków, bo o tym raczej się nie mówi.

Jednak wspominanie mimochodem o apartamencie typu "studio", który w istocie jest "przytulnym" (15 m2) pokoikiem z kuchnią, albo domku letniskowym nad jeziorem, który okazuje się drewnianym kempingiem bez łazienki, to bardzo popularna praktyka.

Tego typu kłamstewka brzmią wyjątkowo "wiarygodnie", kiedy są opowiadane na randce w trzeciorzędnej restauracji.

4. Samochód
W związku z tym, że samochód stanowi przedłużenie męskości, na jego temat bajki opowiada 19 % facetów. Podrasowany 20-letni Volkswagen Golf II, staje się w opowieściach na pierwszej randce "solidnym, zachodnim autem, ale nie prosto z salonu, bo po co przepłacać". Niby wszystko się zgadza...

Kłamstwo ułatwia fakt, że na randce zazwyczaj pije się alkohol, więc samochodem się nie przyjeżdża.

3. Hobby
Kiedy podczas rozmowy dostrzeżemy, że kiedy my poruszamy niektóre kwestie, w jej oku zapala się błysk zainteresowania, szybko podkręcamy temat.

I tak na przykład z osoby, która ma w domu zaledwie pięć książek, wszystkie o komputerach, stajemy się znawcą literatury francuskiej czy rosyjskiej, a z faceta, który lubi od czasu do czasu pograć w bilard, specjalistą od snookera. Kuchnia? Oczywiście typu "fusion". A konkretnie? Makaron z parówkami i ogórkiem kiszonym.

2. Przeszłość
Na temat swoich wcześniejszych związków kłamie 38 % facetów. Zazwyczaj polega to na zawyżaniu lub zaniżaniu ilości miłosnych podbojów - prawiczek staje się Don Juanem i na odwrót.

Popularne są również bajki o swoich byłych - w pierwszorandkowych opowieściach stają się krwiożerczymi czarownicami, z których szponów ledwo udało się wydostać. Ale ty, kotku, jesteś zupełnie inna... Do czasu.

1. Praca
Najwięcej, bo 47 % randkowiczów kłamie na temat swojego stanowiska w pracy albo w ogóle branży, w której pracuje.

W wykonaniu osoby, która robi zdjęcia do niskonakładowego świerszczyka wygląda to mniej więcej tak: "Jestem dyrektorem artystyczno-wizualnym dla jednego z ogólnopolskich wydawnictw o tematyce rozrywkowo-lifestylowej", a osoba będąca kasjerem w niewielkim banku nagle zajmuje "odpowiedzialne stanowisko średniego szczebla w poważnej instytucji finansowej". Można?

Za noc z dziewczynkami "zapłacił" 15 tys.

Kryminalni z gdańskiego Przymorza zatrzymali dwie młode prostytutki, które usypiały swoich klientów, a później okradały ich z cennych przedmiotów i pieniędzy. Dzień później w policyjne sidła wpadł 35-letni wspólnik kobiet.

Pierwsza z kradzieży, której dokonała grupa, miała miejsce 27 stycznia. Wtedy to 70-letni gdańszczanin zamówił do domu dwie młode prostytutki. Przebieg sex-wizyty był z góry zaplanowany. Po tym jak kobiety pojawiły się u klienta, do kieliszka z winem wsypały mu środek usypiający. Po wypiciu drinka 70-latek usnął. Kobiety wykorzystały sytuację i wyniosły z mieszkania cenne przedmioty warte 11,5 tys. zł oraz 3,5 tys. zł w gotówce.

Czytaj artykuł: "Tak właśnie zostałam prostytutką..."

Kilka dni później z usług tych samych kobiet, skorzystał 32-letni gdańszczanin. Po tym jak klient zasnął po wypiciu kilku drinków, 22-latka i jej 28-letnia koleżanka ukradły z jego mieszkania laptop warty 5 tys. zł.

Podczas śledztwa, kryminalni odzyskali część przedmiotów, które padły łupem trójki złodziei. W mieszkaniu kobiet, a także ich wspólnika odnaleziono skradziony drogi alkohol, perfumy, złote medale i książki.

Cała trójka trafiła za kratki policyjnego aresztu. Przesłuchał ich prokurator , do sądu wpłynął też wniosek o ich tymczasowe aresztowanie. 28-letni mieszkanka Gdyni była wcześniej karana za kradzieże i sutenerstwo, natomiast zatrzymany 35-latek ma na swoim koncie m.in. wymuszenia rozbójnicze i udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

Za rozbój grozi do 12 lat pozbawienia wolności. Kradzież to czyn zagrożony karą do 5 lat pozbawienia wolności. (jks)

wtorek, 25 stycznia 2011

Płacząca kobieta przy seksie

Odechciewa nam się seksu, kiedy one......płaczą! Mężczyźni nie od dziś mają problem z kobiecymi łzami. Jednakże dzięki badaniom izraelskich naukowców panowie mają szanse zrozumieć, co się z nimi dzieje, kiedy ich partnerki beczą.

Nawet, kiedy już przestaną płakać, to... i tak nie mamy ochoty /PantherMedia

Wyniki badań pokazały, że zapach kobiecych łez działa na mężczyzn... zniechęcająco, obniżając ich pożądanie. Zbadano to w prawdziwie naukowy sposób.

Łzy nas nie wzruszają, ale odchodzi nam ochota
Kobietom pokazano szczególnie wzruszający fragment filmu Franco Zefirellego "Mistrz". Pobrano do probówek ronione przez nie łzy. Potem, 24 mężczyzn w wieku od 23 do 32 lat miało za zadanie wąchać te łzy, albo roztwór soli fizjologicznej.
czytaj dalej


Okazało się, że zapach łez nie zmieniał u mężczyzn ogólnego nastroju, znacznie zmniejszał jednak zainteresowanie płcią przeciwną.

Kobiety chcą nas rozmiękczyć
Co więcej, obniżał też u nich poziom testosteronu. Naukowcy nie wiedzą jeszcze, jaki składnik łez wywołuje taką reakcję, zamierzają to dopiero zbadać.

Są przekonani, że kobiece łzy mają przede wszystkim zmniejszyć poziom męskiej agresji.

Ponieważ odbywa się to przez obniżenie poziomu testosteronu, zmniejszenie pożądania jest tu jakby efektem ubocznym.

Badacze z Weizmann Institute of Science w Rehovot opublikowali wyniki swoich obserwacji na łamach najnowszego numeru czasopisma "Science".
http://pstraghi.blox.pl/2008/12/Seks-smakuje-fatalnie-gdy-kobieta-placze8230.html

Seks i internet? Czemu nie!

Prawie co czwarty Amerykanin nie widzi żadnego problemu w tym, by jednocześnie uprawiać seks i... surfować w internecie.

Internet czasem tak pochłania, że zapomina się co się dzieje wokoło /PantherMedia

Zajmująca się bezpieczeństwem komputerowym amerykańska firma PC Tools ogłosiła ostatnio wyniki sondażu, jaki przeprowadziła wśród użytkowników internetu w USA. Okazało się, że Amerykanie są już tak uzależnieni od sieci, a zwłaszcza od wirtualnej sieci kontaktów, że chcą być on-line nawet podczas bardzo intymnych czynności.

Seks, ślub i sieć
24 proc. respondentów chce korzystać z internetu podczas uprawiana seksu. Zapewne po to, by na bieżąco dzielić się wrażeniami. Nieco więcej, bo 29 proc. Amerykanów jest zdania, że to całkowicie w porządku być on-line podczas ślubów. Aż 41 proc. chce "tweetować" i sprawdzać swój profil na Facebooku podczas spotkań rodzinnych.
czytaj dalej


Co ciekawe, mało który internauta pamięta o odpowiednim zabezpieczeniu podczas surfowania. Respondenci deklarują, że woleliby wymienić zużytą pieluchę, utknąć w korku, iść na wizytę do dentysty czy zrobić sobie... kolonoskopię, niż uporządkować swój komputer i zabezpieczyć go przed wirusami i różnymi innymi świństwami, jakie czyhają na nas w sieci.

Zawsze w internecie
- Część odpowiedzi udzielonych przez respondentów może wydawać się zabawna, ale jasno pokazuje, że bycie cały czas on-line jest dla nich jedną z najważniejszych potrzeb, bez względu na okoliczności - mówi Stephanie Edwards, dyrektor ds. marketingu w PC Tools.

- Warto również zauważyć, z jaką łatwością i łatwowiernością zamieszczamy szczegóły dotyczące najintymniejszych aspektów naszego życia w sieci czy też trzymamy takie materiały na naszych komputerach w zasadzie nie przejmując się czy są one w ogóle chronione przed niepowołanymi osobami - dodaje Edwards.

Kompromitujące materiały
Problem, o którym mówi jedna z szefów PC Tools bynajmniej nie jest sztucznie nadmuchaną przez firmy komputerowe sprawą. Blisko 80 proc. użytkowników komputerów w USA przyznaje się do tego, że trzyma na swych maszynach kompromitujące ich pliki.

Prawie nikt nie chce, by o ich istnieniu, a co gorsza - treści, dowiedziała się rodzina, przyjaciele, szefowie czy też koledzy z pracy. Połowa Amerykanów czułaby się bardzo zażenowana, gdyby przyjaciele czy członkowie rodziny zobaczyli pewne pliki, jakie trzymają na swoich komputerach czy smartfonach.

W internecie nikt nie wie...
..., że jesteś psem - głosi popularny slogan. Nic bardziej mylnego. Dowiedzieć się na jakie strony zaglądamy w sieci jest naprawdę bardzo łatwo i może to zrobić średnio rozgarnięty gimnazjalista. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez PC Tools, ujawnienia takich treści, oraz wynikających z tego przykrych konsekwencji, najbardziej obawiają się... mężczyźni. I wcale nas to nie dziwi.

Seksoholicy się nie angażują

Jeżeli myślałeś, że najprzyjemniejszym nałogiem, w jaki można wpaść jest uzależnienie od seksu, to grubo się mylisz... Seksoholicy częstymi stosunkami zagłuszają bowiem strach przed nawiązaniem bliskiej relacji z drugim człowiekiem.

Seksoholikom nie zależy na bliskości emocjonalnej /PantherMedia

Tak przynajmniej twierdzą naukowcy z Nowej Zelandii. Po przeprowadzeniu testów psychologicznych u ponad 600 ochotników badacze stwierdzili, że osoby, u których występują kompulsywne zachowania seksualne starają się unikać emocjonalnych relacji z innymi osobami. Do wszelkiego rodzaju związków podchodzą natomiast z obawą i dużą rezerwą.

Zbyt mało wiemy o seksoholiźmie
Karen Faislander z wydziału psychologii Massey University na Nowej Zelandii zainteresowała się problemem uzależnienia od seksu po medialnych doniesieniach na temat bujnego życia erotycznego golfisty Tigera Woodsa.
czytaj dalej


Autorka badań twierdzi, że seksoholizm jest tak samo złożonym zjawiskiem, jak chociażby uzależnienie od alkoholu czy depresja. W przeciwieństwie jednak do tych dwóch chorób, o uzależnieniu od seksu w dalszym ciągu wiemy stanowczo za mało.

Hiperseksualność
Pojęcie "uzależnienie od seksu", jak wskazuje badaczka z Nowej Zelandii, po raz pierwszy pojawiło się w fachowej literaturze na początku lat 80. ubiegłego wieku. Na równi ze wspomnianym terminem używanych jest jeszcze 29 innych, w tym m.in.: "przymus seksualny", "nadmierne pragnienie seksualne" czy "hiperseksualność".

Karen Faislander uważa, że najbardziej adekwatnym terminem opisującym tego typu zaburzenia jest pojęcie "niekontrolowane zachowania seksualne".

Żarty na bok
- Większość ludzi nie rozumie takich zachowań, ale mimo to, bardzo je potępia - mówi nowozelandzka psycholog. - Nie istnieje żadne skuteczne leczenie seksoholizmu. Nie wiemy, co go powoduje i nie potrafimy pomagać chorym - dodaje.

Z powodu możliwego zażenowania badanych, Faislander przeprowadziła anonimową ankietę on-line na temat życia intymnego respondentów. Wypełniły ją dokładnie 624 osoby, z których 407 określiło się, jako uzależnione od seksu. 214 osób uważało, że nie ma z tym problemów.

Bliskość ciał, nie dusz
W ankiecie, która potwierdziła początkowe deklaracje respondentów, pytano m.in. o oglądanie filmów erotycznych, korzystanie z usług prostytutek, seks w miejscach publicznych czy z wieloma partnerami. Nie zabrakło również pytań na temat alkoholu oraz innych używek. Respondentów poproszono także o określenie poczucia własnej wartości.

Osoby przejawiające "niekontrolowane zachowania seksualne" generalnie nie chciały nawiązywać i utrzymywać relacji emocjonalnych. Związki, zarówno sformalizowane, jaki i niesformalizowane, w tej grupie były traktowane jako zagrożenie. Jak wykazano w eksperymencie, już samemu myśleniu o bliższych relacjach towarzyszyły uczucia niepokoju. Powodowało to, że takie osoby unikały bliskości emocjonalnej, koncentrując się na bliskości fizycznej.

Być jak David Duchovny?
Natomiast osoby, które nie mają problemów z "niekontrolowanymi zachowaniami seksualnymi" uważają bliskość emocjonalną za dobro cenne i pożądane. Czują się one bezpiecznie w związkach oraz uważają swoich partnerów za godnych zaufania.

Badania wykazały, że 3 proc. osób cierpiących na "niekontrolowane zachowania seksualne" szukało pomocy u specjalistów - w amerykańskich klinikach specjalizujących się w leczeniu seksoholików. W ostatnich latach w USA powstały dziesiątki takich miejsc. Często odwiedzają je gwiazdy znane ze stron plotkarskich magazynów, m.in. wspomniany wcześniej Tiger Woods, aktor David Duchovny czy komik Russell Brand.

12 kroków
W większości krajów takie instytucje jednak nie istnieją, a osobom uzależnionym od seksu pomagają organizacje Anonimowych Seksoholików.

Wykorzystują one, przede wszystkim zaadaptowaną od Anonimowych Alkoholików, metodę 12 kroków - zbioru zaleceń dla osoby uzależnionej. Przestrzeganie tej deklaracji oraz wymienianie się swoimi doświadczeniami z osobami zmagającymi się z podobnymi problemami ma pomóc seksoholikowi przezwyciężyć uzależnienie.

Striptiz uświęcony

Ojciec Nikołaj tłumaczy jednak, że nie miał pojęcia o charakterze miejsca. Skarży się, że pozwolił się podejść - właściciele bowiem powiedzieli mu, że to szkoła baletowa.

Tymczasem właścicielka klubu Anna Usmanowa jest bardzo zadowolona.

- Od czasu, kiedy ksiądz nasze przedsięwzięcie poświęcił, goście garną się do nas. Wszyscy zgadzają się, że panuje tu całkiem nowy klimat. Wydaje się, że pokropienie zadziałało - podkreśliła.

Kobiety wyglądają jak... striptizerki

"Kuse i obcisłe stroje oraz krzykliwy makijaż sprawiają, że kobiety wyglądają jak striptizerki. Nigdy nie zwiążą się one z mężczyznami, którzy mają choć trochę szacunku do siebie". Naprawdę? My tego nie wiemy, ale pewien duchowny chyba tak...

Znany z ostrego języka Wsiewołod Czaplin, przewodniczący Wydziału Stosunków Zewnętrznych Patriarchatu Moskiewskiego, skomentował ostatnio, w niewybrednych słowach, wygląd Rosjanek. A że do ich urody zawsze mieliśmy słabość (wspomnieć chociażby takie panie, jak: Irina Shayk, Natalia Vodianova, Sofia Rudyeva, Maria Kirilenko czy Alsou Ralifovna Safina - podajemy angielską wersję ich nazwisk byście mogli szybciej odnaleźć je w wyszukiwarkach) spieszymy wam o tym donieść. Zresztą sprawa wydaje się być nie tyle ogólnorosyjska, co ogólnoświatowa.

Koniec z wyuzdaniem
Czaplin, który stoi na czele departamentu odpowiedzialnego za stosunki Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego ze społeczeństwem, wezwał do zmiany sposobu ubierania się Rosjanek. Postuluje on także stworzenie narodowego zbioru reguł, jakim panie powinny się kierować przy wyborze ubrań.
czytaj dalej


Taki ogólnonarodowy "dress code", zdaniem duchownego rozwiąże problem "zbytniego wyuzdania".

Faceci się nie szanują(?)
"Ludzie mylą ulicę ze striptizem" - napisał w liście skierowanym do Rosjan protojerej Czaplin dodając, że kobiety ubierające się wyzywająco nie znajdą sobie przyzwoitych mężów.

"Kobieta, która jest ledwie ubrana lub pomalowana jak klaun (...) z pewnością nie znajdzie sobie partnera, który ma choć trochę szacunku do siebie" - czytamy dalej w liście.

To już kolejne wystąpienie rosyjskiego duchownego w sprawie zbyt wyuzdanych - jego zdaniem - kobiecych kreacji. W grudniu ogłosił on, że panie, które zostaną zgwałcone same sobie są winne jeżeli się upijają i zakładają minispódniczki.

Długie spódnice i chusty
Duchowny wzywając do stworzenia ogólnorosyjskiego dress code'u uważa, że powinien być on wzorowany na regulacjach istniejących w szkołach i niektórych firmach.

Czyżby Czaplin dążył do wprowadzenia dla rosyjskich kobiet obowiązku ubierania się w strój charakterystyczny dla gorliwych wyznawczyń prawosławia, tj. długich spódnic, chustek na głowach i bluzek z długimi ramionami?

Nawet jeśli pomysł nie umrze śmiercią naturalną, to bardzo wątpliwe jest, by Rosjanki przyjęły taką modę. Raczej nie zrezygnują z odsłaniających ciało strojów, które - jak pokazuje rosyjska ulica - cieszą się większym powodzeniem niż bardziej stonowane kreacje.